W sumie sum


Z prawdziwą przyjemnością prezentujemy fragment kultowej już niemal książki Marcina Wichy „Jak przestałem kochać design”. Autorowi dziękujemy za przecudną ilustrację, wydawcy za zgodę na przedruk, a czytelnikom zazdrościmy, że ta lektura jeszcze przed nimi. My książkę znamy już prawie na pamięć!

WICHA, Jak przestałem kochać designSzanowni Państwo, przed Wami Sum z rozdziału Poradnik złego projektanta.
Smacznego!

Najlepszą lekcję projektowania odebrałem od pewnej hrabiny.

Oto, jak do tego doszło. Gdzieś w Polsce, wśród łąk i mokradeł, toczyła swe wody leniwa rzeka. Było cicho, czysto, rzadkie gatunki ptaków brodziły w trawie, toteż działacze samorządowi postanowili zainwestować w turystykę i zamówili logo.

W ten sposób znalazłem się na najbardziej niezwykłej prezentacji w życiu. Salę wypełniał tłum wójtów. Na stołach leżały produkty kuchni regionalnej.

Projekty wysłaliśmy już wcześniej, pocztą. Teraz pokazaliśmy przezrocza. Wygłosiłem speech. Potem zapadła cisza. Wójtowie patrzyli po sobie, trącali się łokciami, szeptali coś pod nosem.

– Może pani hrabina by zechciała? – zaproponował któryś.

– Właśnie – podchwycili inni. – Pani hrabino, prosimy, niech pani hrabina coś powie.

Hrabina podniosła wzrok. Była to starsza pani o surowym wyrazie twarzy. Później się dowiedziałem, że większość życia spędziła na emigracji, ale po upadku komunizmu wróciła na ojczystą ziemię i odzyskała rodzinny majątek.

– Pani hrabino, a co pani o tym sądzi?

– Ciii, pani hrabina nam powie.

– Nic nie powiem – odparła. – Ja się nie znam, ja się nie interesuję. Ale ja to pokazałam mój monsz. Mój monsz, on jest Anglik. I mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: to jest fish. Riba. Riba to jest morze. Tutaj nie ma morze. Nie ma morze, nie ma riba, nie ma sens!

– Pani hrabino, ale to jest sum, w sensie, taka nasza ryba lądowa.

– Nie ma riba lądowa! Riba żyje w water.

– W sensie, śródlądowa.

– Rzeczna ryba, pani hrabino… U nas takie mieszkają. Największe to były zaraz po wojnie, jak się wypasły na trupach… Dziadek opowiadał, że łowili…

– I co? – zaoponował ktoś. – Będziesz opowiadał turystom, że się sumy wypasły na trupach?

– Ale wędkarzom?

– Dziadek raz złowił takiego suma, że…

– Panowie, ja was proszę, bez dyskusji – przerwała dziedziczka. – Sum to jest riba. Riba to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma riba, nie ma sens.

– A ten drugi projekt, pani hrabino? Ten ze słoneczkiem?

– Ja się na tym nie znam, ja nie jestem designer – rzekła hrabina. – Ale ja to pokazałam mój monsz. On jest Anglik. I mój monsz, Anglik, on powiedział: sonce to jest sun. Sonce to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.

– A ten latawiec?

– Co wy mnie tak pytacie? Ja się nie znam, ja się nie interesuję. Mówiłam, ja nie jestem designer… Ale ja to pokazała mój monsz. Mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: latawiec to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.

– A piłka? Mnie się nawet podoba, taka kolorowa… – spróbował któryś wójt.

– Mój monsz, Anglik, powiedział: piłka to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.

– A ten taki z niedźwiedziem?

– Mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: tutaj nie ma Rosja.

* * *

Często sobie powtarzam te słowa:

Nie ma sea.

Nie ma riba.

Nie ma sens.

Sum

Previous #NOTJUSTScarf tworzymy razem krok po kroku
Next 7 grzechów ulotek