O reklamach leków, suplementów diety i innych wyrobów medycznych rozmawiamy z Mają Pieńkowską, Pogromczynią Reklam Farmaceutycznych. Przeczytajcie… na zdrowie!

20141015_083816

Foto: pogromcyreklam.blogspot.com

Antygencja: Na co dzień pracuje Pani w aptece. Skąd pomysł, żeby zająć się kwestią reklam farmaceutycznych?
Maja Pieńkowska: Reklam farmaceutycznych jest za dużo. Pomysł pojawił się naturalnie. A że moją pasją jest pisanie, to połączyłam wiedzę zawodową z hobby. Tak powstał blog, na którym omawiam reklamy leków i suplementów diety. Inna sprawa to całe mnóstwo stron wątpliwej treści, które „edukują” w kwestiach leku. Chciałam stworzyć stronę, która będzie dobrym źródłem wiedzy. Żeby przed zakupem reklamowanego preparatu w aptece, sprawdzić, czy warto.

Jak Pani postrzega te reklamy?
Zanim zaczęłam pisać bloga, reklamy denerwowały mnie strasznie. Obecnie wręcz na nie czekam, zwłaszcza jeśli brakuje mi pomysłu na wpis:-). Niestety, chyba straciłam już zdolność patrzenia na spot reklamowy jak zwykły konsument. Wyszukuję gry słowne, wyolbrzymienia, nowe właściwości czy też po prostu nieścisłości. Coś, co brzmi świetnie i przykuje uwagę osoby, która nie ma pojęcia o lekach czy suplementach diety. A z drugiej strony, skoro wiem co się dzieje w reklamach farmaceutycznych, ze strachem zaczynam przypatrywać się innym reklamom…

rynek reklamy 2014

Reklamy farmaceutyczne to pokaźna część polskiego rynku reklamowego

Reklamy farmaceutyczne… Co w praktyce kryje się za tym pojęciem?
W Polsce reklamowane są leki, suplementy diety, dietetyczne preparaty specjalnego przeznaczenia, wyroby medyczne… Jest tego całe mnóstwo.

Jak scharakteryzowałaby Pani reklamy różnych kategorii produktów?
W reklamach leków nie uświadczymy prawdziwego lekarza, a na koniec spotu usłyszymy charakterystyczną formułkę „Przed użyciem…”. Jeśli chodzi o resztę preparatów, to niestety hulaj dusza, piekła nie ma. Wszelkie chwyty dozwolone. Zwłaszcza w przypadku suplementów diety dochodzi do największych nadużyć. Okazuje się nagle, że preparat, który docelowo uzupełnia dietę nagle dostaje super mocy i „leczy”.

A jak ocenia Pani ich sugestywność czy siłę przekazu?
Reklamy leków zazwyczaj są najostrożniejsze, jeśli chodzi o hasła. Gdy tylko dochodzi do nadużyć, czuwa Główny Inspektorat Farmaceutyczny, który wycofuje reklamę z emisji. Reklam suplementów diety osobiście nie lubię. Robią wodę z mózgu. Kreują dolegliwości, wyolbrzymiają cechy roślin leczniczych. Najgorsze jest to, że to właśnie te reklamy zapadają pacjentom w pamięć. A pacjenci, o zgrozo, często bardziej wierzą autorytetowi reklamy niż farmaceucie. Pracuję nad tym, żeby to zmienić.

leki-anna-l

Leki / rysunek: Anna L.

Co sądzi Pani o reklamach preparatów dla dzieci?
Uważam, że powinno się je ograniczyć. Dzieci to nie mali dorośli. Organizm dziecka to silnie rozwijająca się dynamika. Nie zakłócajmy jej tysiącem suplementów, bo wydaje nam się, że pomogą. Odporność dziecka również się rozwija, jeśli będziemy ją ciągle stymulować, to w końcu zbuntuje się i będzie efekt przeciwny. Zachowajmy w tym wszystkim umiar.

Umiar! Sami go cenimy i promujemy w odniesieniu zarówno do konsumentów, jak i reklamodawców. Czy twórcy reklam farmaceutycznych działają w jakichś ramach?
Jeśli chodzi o leki, to tutaj czuwa GIF. Gdy w reklamie pada hasło sprzeczne z charakterystyką preparatu leczniczego (taka rozszerzona ulotka dla lekarzy i farmaceutów), automatycznie zapada decyzja o wycofaniu z emisji. Z suplementami jest gorzej. W kontrolach podlegają tylko pod Główny Inspektorat Sanitarny. Sądzę, że tutaj czuwa Rada Etyki Reklamy. Często jednak ciężko określić, na czym polega nadużycie. Hasła reklamowe są tak sprytnie konstruowane, że mówią ogólnikami. A farmacja to nauka ścisła. Jak coś może dbać o wątrobę?! Może działać żółciopędnie, żółciotwórczo, regenerować komórki wątroby, ale… dbać!? Co to znaczy? Brak konkretów. Przy lekach mamy konkrety. Przy suplementach – dbanie i głaskanie, cokolwiek to znaczy.

I takie reklamy działają? Poprawiają sprzedaż? Jak to Pani ocenia z perspektywy pracy w aptece?
Reklama w bardzo dużym stopniu oddziałuje na polskich pacjentów odwiedzających apteki. Po każdym nowym spocie reklamowym padają prośby o ten właśnie preparat, „co był w telewizji”. Niestety świadomość społeczna w tej kwestii jest niska. Nie odróżniamy leków od suplementów diety, a tym samym nie chcemy porady farmaceuty, bo wydaje nam się, że reklama jest lepsza. Nie tędy droga!

Tu chodzi przecież nie tylko o zysk producenta i sprzedawcy. Ale o nasze zdrowie!
Otóż to. Pamiętajmy, że nie wszystko złoto, co się świeci. A im mocniej świeci, tym bardziej powinny nam się otworzyć oczy.

Tymczasem łykamy coraz więcej coraz częściej reklamowanych specyfików. Będziemy zdrowsi?
Żadna tabletka nie zastąpi zdrowej diety i aktywności fizycznej. Nie da się pójść na skróty. A nawet jak przez chwilę będzie się wydawać, że tym skrótem idziemy, to odbije się to na innym aspekcie naszego zdrowia.

To może chociaż zrzucimy parę kilo?
Gdyby ktoś wynalazł skuteczny i bezpieczny preparat na odchudzanie, byłby bardzo bogatym człowiekiem.

Na pewno od tych specyfików chudną… nasze portfele! Dziękujemy za rozmowę i życzymy wytrwałości w walce o świadomość polskich pacjentów.
Dziękuję!


 

Maja Pieńkowska, magister farmacji, pracuje w aptece, po godzinach prowadzi blog Pogromcy Reklam Farmaceutycznych.


 

Specjalne podziękowania dla Anny L. za zgodę na wykorzystanie jej rysunku! Więcej prac Autorki do obejrzenia na jej blogu Rysunki Anny L.