Postęp… ignorancji


Otaczają nas nowe technologie. Ale młode pokolenie raczej się cofa. Jak wynika z badań, sporo amerykańskich studentów nie radzi sobie nawet z… korzystaniem z Google’a!

idiocracy

Życie dzisiejszej młodzieży jest całkiem proste. Wystarczy kilka kliknięć i można zamówić pizzę albo wezwać taksówkę. Dzięki internetowi i aplikacjom na smarfony jedzenie, zakupy, transport czy nawet uczenie się stały się tak łatwe jak nigdy dotąd. Wydawać by się mogło, że również obieg informacji nie powinien sprawiać młodym kłopotu. Wszak całymi dniami przesiadują w mediach społecznościowych i wymieniają między sobą esemesy.

Pokolenie Y, czyli urodzeni w latach 90. i później, z nowymi technologiami powinni być za pan brat. Czasem określa się ich wręcz mianem „cyfrowych tubylców”. Tymczasem okazuje się, że technologiczny raj zamiast rozwiązywać problemy, raczej przysparza nowych.

Wielu z młodych Amerykanów ma na przykład poważne problemy z… obsługą poczty elektronicznej czy arkuszy kalkulacyjnych! A programy takie jak Outlook czy Excel są w korporacjach najważniejszymi narzędziami pracy. Na podstawie ankiet od przeszło 900 menadżerów z USA firma ServiceNow oszacowała koszty przyuczania absolwentów oraz ich wsparcia w pracy na 575 mln dolarów rocznie.

Na tym jednak nie koniec. Badania przeprowadzone przez zespół Adrew Ashera w Bibliotece Uniwersytetu Illinois Wesleyan w Chicago pokazały, że wielu studentów nie potrafi efektywnie pracować z wyszukiwarką Google. Dobry użytek z jej możliwości robiło zaledwie 23% badanych! Reszta kompletnie nie zrozumiała działania wyszukiwarki i sposobu, w jaki wyświetla wyniki. Nic więc dziwnego, że nie potrafili zadawać właściwych pytań, ani zawężać listy otrzymanych rezultatów.

Asher tak podsumował badania: „Z faktu, że wychowałeś się na Google’u, nie wynika, że potrafisz się nim posługiwać”.

Badania zespołu Ashera pokazały też deficyt kompetencji poznawczych i społecznych wśród studentów. Wielu z nich w ogóle nie potrafiło znaleźć biblioteki na kampusie, a ci którzy dotarli na miejsce, w razie problemów nie potrafili poprosić o pomoc bibliotekarza.

Na podstawie: www.businessinsider.com

Grafika: fragment plakatu z filmu „Idiokracja”.

 

 

 

 

 

 

 

Previous Reklama zazieleniona
Next Dlaczego rezygnuję z branży tytoniowej