Odzyskiwanie przestrzeni publicznej


Na życie zarabia pracując w reklamie. Po godzinach przeistacza się w (anty)reklamowego aktywistę. Właśnie zrobił dyplom na gdańskiej ASP. Przed Wami Ksawery Kirklewski z Trójmiasta. Prezentujemy wywiad z artystą i jego wybrane prace. I zapraszamy na wystawę, którą obejrzeć możecie w Gdyni.

Antygencja: Gratulujemy dyplomu! Jaka była ocena? 

Ksawery Kirklewski: Dzięki. Zaliczone z wyróżnieniem, czyli wszystko poszło zgodnie z planem.

Jaki cel przyświecał Twojej pracy?

Główny dyplom zrealizowałem w Pracowni Propagandy Społecznej prowadzonej przez Jacka Staniszewskiego (ASP Gdańsk), co samo w sobie mówi o charakterze pracy. Dyplom zatytułowałem „Wystawa banerów”. Powód był prosty:

denerwuje mnie nadmiar reklam i to, że jestem zmuszony je oglądać.

Wkurza mnie również, że przestrzeń publiczna to obecnie komunikacja jednostronna – są „oni”, korporacje-nadawcy, i jesteśmy „my”, obywatele-odbiorcy. Przez to nie ma w niej obecnie miejsca ani na rozmowę o poważnych problemach, ani na sztukę.

8
Dyplom w przestrzeni (ekran) / Ksawery Kirklewski

Ale ze swoim dyplomem zaistniałeś w przestrzeni publicznej. Jak to zrobiłeś?

Zadzwoniłem do właścicieli gdańskich ekranów LED z pytaniem, czy nie chcieliby wyświetlić animacji, które nie będą reklamami. Odbiór był zaskakująco dobry, w większości właściciele zgodzili się nawet na darmową emisję. W międzyczasie animacje pojawiły się też w komunikacji miejskiej w Sopocie i Gdyni.

Próbowałeś też innych form…

Za pomocą projektora wyświetlałem nocami animacje na różnych budynkach. Dzięki temu nie ograniczały mnie format i miejsce. Świeciłem m.in. na blokach, hotelu, biurowcu, supermarkecie i kościele. Animacje zwracały uwagę, a ja niczego nie dewastowałem. Choć miło było popracować nocą z lekką nutką adrenaliny.

Jak wyglądały te animacje?

To zapętlone animacje oparte na kilku klatkach. Proste, białe rysunki na czarnym tle. Puszczane na ścianach robiły wrażenie ruchomego, nocnego graffiti.

4
Dyplom w autobusie (ekran) / Ksawery Kirklewski

Jaki był odbiór Twoich prac? Miałeś jakieś reakcje?

Kilku znajomych zadzwoniło, mówiąc, że widzieli projekcje na mieście i że im się podobały. Właścicielom ekranów też chyba przypadły do gustu, bo gdzieniegdzie wyświetlono je również po terminie. A teraz właśnie dowiedziałem się, że zostałem wytypowany do konkursu najlepszych dyplomów, co już w ogóle niezmiernie mnie ucieszyło.

A inspiracje? Co i kto współkształtowało Twoją pracę twórczą i jej efekt, który przyniósł dyplom?

Bardzo pobudzające są dla mnie filmy w charakterze genialnego Koyaanisqatsi.

Pobudzające!?

Do myślenia! Takie kino pozwala też zdystansować się od codzienności.

A Twoja codzienna praca?

Oczywiście, to, co robię zawodowo, mocno wpływa na moją twórczość artystyczną. To może wręcz wyglądać na hipokryzję, bo przecież jako grafik sam zajmuję się reklamą, jednocześnie przeciwko niej protestując.

Skądś to znamy…

Chodzi mi jednak nie tyle o jakość samych reklam, co o sposób wykorzystania przestrzeni publicznej. Stąd moja próba wykorzystania istniejących nośników również do innego celu, dla społecznego dobra. Zresztą

reklama to tylko jeden z tematów, które mnie gryzą, inne to materializm czy uzależnienie od mediów.

Przy czym nie krytykuję, nie naśmiewam się ze społeczeństwa – jeśli już miałbym kogoś atakować, to raczej siebie. Wszystkie te motywy są mi bliskie, też mnie dotyczą. Nie chciałem mówić przykładowo o głodzie w Somalii, bo tak naprawdę, to wiem o tym tylko ze słyszenia.

Interesujesz się propagandą. W Polsce po latach „komuny” brzmi raczej nieczysto. 

Rzeczywiście „propaganda” ma negatywny oddźwięk, utożsamiana jest z manipulacją. Choć w zasadzie znaczy tyle co „upowszechniać”.

Co więc powinno się upowszechniać? 

Mniej nawet chodzi o szerzenie konkretnych idei. Trzeba raczej uświadamiać, mówić o problemach, trudnych i różnych, zwracać uwagę na rzeczy, o których się nie mówi albo których się nie zauważa.

Mam ogólne wrażenie, że dzisiaj ludzie są bardziej samotni i rzadko rozmawiają o ciężkich sprawach.

Reklama pełna uśmiechu, młodych osób i pięknych opakowań ma w tym chyba swój udział?

Na te obrazki trzeba patrzeć przez, powiedzmy, szare okulary. Ten wyidealizowany świat wytyka nam nasze niedoskonałości, tworząc nieosiągalne marzenia i ambicje. Przez to możemy czuć się brzydcy, biedni, chorzy…

Nasz kraj negatywnie wyróżnia się na tle Europy chaosem wizualnym. Często podsycanym ideologią „wolności i świętego prawa własności’. Tracimy wartości wspólne: np. krajobraz i przestrzeń publiczną.

Tylko czyja to wolność, skoro na swoim podwórku przestajemy się czuć jak u siebie? Powinniśmy walczyć o higienę przestrzeni, w której żyjemy na co dzień, stale o nią dbać, bo natłok niepotrzebnych informacji, którymi jesteśmy zasypywani, działa na nas niepokojąco i depresyjnie.

9
Dyplom nocą (projekcja) / Ksawery Kirklewski

Reklam jest za dużo?

Ich liczba to jedno, chodzi też o formę. Chaos wizualny to właśnie pozostałość po „komunie”, w której każdy kombinował na własną rękę. Klienci nadal rzadko ufają profesjonalistom, albo na nich oszczędzają, zlecając projekt po znajomości.

Jak zmieniać świadomość społeczną w tym zakresie? Masz jakieś pomysły?

Przede wszystkim potrzebna jest poprawa świadomości estetycznej. Koniecznie należy uświadomić sobie, że sfera wizualna to nie tylko dekorowanie świata. Sztuka to bardzo istotna część kultury – wrażliwość, poczucie estetyki świadczy o kulturze osobistej.

Gdzie szukać dobrych wzorów?

Warto przejść się ulicami innych europejskich stolic, obserwując dbałość o harmonię w przestrzeni publicznej, która stoi na wysokim poziomie. Popularne są tam w ramach zajęć szkolnych zajęcia w muzeach, na których uczniowie od najmłodszego przerysowują obrazy – kopiowanie to bardzo efektywna forma badania sztuki. Dzięki temu można wcielić się w autora i spróbować pojąć, dlaczego ten podjął takie, a nie inne decyzje.

A sama reklama? 

Pora zacząć szukać dla niej nowych metod. Osobiście uważam, że ogłoszenia firm powinny pojawiać się tylko zainteresowanym i potrzebującym, na żądanie.

10
Odzyskiwanie przestrzeni publicznej (animacja wyświetlana między reklamami) / Ksawery Kirklewski

Powiedziałeś na początku o zawłaszczeniu przestrzeni publicznej przez wielkie korporacje. Ale one przynajmniej częściowo jakichś norm przestrzegają i próbują wdrażać jakieś formy regulacji. A co z „dziką reklamą”, banerem na płocie, ogłoszeniem o sprzedaży mieszkania na balkonie? 

Tu sprawa jest o tyle trudniejsza, że dotyczy wielu małych reklamodawców, których działania ciężko jest kontrolować. Dzisiaj każdy, kto ma Photoshopa może uważać się za grafika, czego efektem są oklejone ogłoszeniami przystanki i zaplakatowane ściany.

Sytuacja jest tragiczna, został już osiągnięty taki poziom reklam, że wzajemnie zaczęły się one zagłuszać.

Mam nadzieję, że po prostu reklamodawcy sami zauważą, jak nieskuteczna i jednocześnie szkodliwa dla estetyki miasta jest taka forma „promocji”.

Liczymy, że zmieni to tzw. ustawa krajobrazowa.

Oby… Dobrze, że było o niej głośno i świetnie, że wreszcie została wprowadzona. Poprawy jednak na razie nie widać – gigantyczne siatki i banery jak wisiały, tak wiszą. Kary za nie są tak śmiesznie niskie i trudne do wyegzekwowania, że nadal mimo to opłaca się je umieszczać.

Świadomość chyba jednak się zmienia. Ostatnio prezydent Krakowa po akcji Antygencji w sprawie nielegalnego billboardu, w którym zamieszkali bezdomni, wydał stanowczy w słowach apel do branży reklamowej. Podkreślił, że nośnik jest samowolą budowlaną i wezwał reklamodawców, żeby zrezygnowali z umieszczania na nim swoich reklam. – Miasto i miejskie jednostki w tym miejscu nie będą się reklamować. Tego samego oczekuję od tych wszystkich, którzy stoją po stronie praworządności i nie chcą wspierać zwykłego cwaniactwa – napisał prezydent Jacek Majchrowski. Takich słów dotąd w Polsce jeszcze nie było.

Słyszałem o tym, po tym, jak nagłośniliście sprawę – w ogóle za całą akcję należy Wam się dobre piwo. Mam nadzieję, że zarówno Wasz ruch, jak i apel prezydenta będą krokami ku uporządkowaniu przestrzeni w naszych miastach.

Żeby ustawa krajobrazowa zaczęła działać, potrzebne będą przepisy na poziomie gmin…

Dobrze by było, gdyby ich władze konsultowały je nie tylko z interesantami, czyli biznesem reklamowym, ale przede wszystkim z reprezentantami strony społecznej, na przykład z inicjatywami takimi jak Antygencja ;-)

Po historii z nielegalnym billboardem uchylać się nie będziemy. Zanim jednak zakaszemy rękawy, Tobie zadamy ostatnie pytanie. Tym razem… zawodowe. Skończyłeś ASP. Co teraz? Artysta Szuka Pracy?

O przyszłość się nie boję, od paru lat prowadzę działalność w zawodzie, jednocześnie kierując projektem Pitu Pitu. W tym wszystkim będę starał się znaleźć czas na tę „artystyczną” sferę, osobistą, obywatelską, bo – choć rachunki trzeba płacić – to ona obecnie spełnia mnie najbardziej. W najbliższych dniach biorę udział w festiwalu Traffic Design, a zaraz po tym mam wystawę na Gdynia Design Days, na którą zapraszam.

Dzięki za wywiad i do zobaczenia na mieście!


Ksawery Kirklewski (ur. 1988 r. w Gdańsku) – grafik, animator, założyciel projektu Pitu Pitu. Zajmuje się działaniami w przestrzeni publicznej, plakatem, grafiką, animacją. W latach 2009-2015 student kierunku Grafika na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Dyplom magisterski pt. „Wystawa bannerów” w Pracowni Plakatu dr. hab. Jacka Staniszewskiego.

Strona z pracami Autora: www.kirklewski.com. Na żywo prace obejrzeć będzie można w dniach 3-12 lipca na Gdynia Design Days.

 

Previous Prosta reklama daje czadu
Next Świat (poza) reklamą