Od wódki (i social mediów) rozum krótki


Wódka Żytnia na swój fanpage wrzuca znane zdjęcie ze stanu wojennego, na którym koledzy niosą zabitego przez milicję. Z „kreatywnym” podpisem o „Kac Vegas”. Wybucha skandal. Do akcji wkraczają spece od „komunikacji kryzysowej”. Ale skutek jest jeszcze gorszy: na jaw wychodzi skala głupoty i ignorancji „social ninjas”.

wodka zytnia lubin
Jest emotikona – nie ma problemu?

– Tak się zabawa kończy, gdy korpo oszczędza na pracownikach i zatrudnia studentów do obsługi social mediów. Oto najsłynniejsze zdjęcie ze stanu wojennego, autorstwa Krzyśka Raczkowiaka. Na fotografii uczestnicy lubińskiej demonstracji pod ostrzałem ZOMO niosą śmiertelnie rannego Michała Adamowicza. Kto nie kojarzy zdjęcia, albo jest gimbusem, albo dopiero wczoraj przyleciał z Marsa… Tymczasem social media ninja reprezentujący Żytnią Extra publikuje taką oto przeróbkę… – napisał na Facebooku Marcin M. Drews, który nagłośnił sprawę.

Wybucha skandal, padają kolejne negatywne komentarze, sprawa zatacza coraz szersze kręgi. Sprawa jest tym bardziej bolesna, że niedługo przypada rocznica zbrodni lubińskiej. Mieszkańcy Lubina i Zagłębia Miedziowego wzywają do bojkotu produktu.

Do akcji szybko wkraczają spece od „komunikacji kryzysowej”. Zdjęcie zostaje usunięte, urażeni są przepraszani, jest obietnica poprawy, a skandal z publikacją zdjęcia wyjaśniany jest „nieświadomością”.

W imieniu zespołu Extra Żytniej najmocniej przepraszamy wszystkich, których uraziliśmy naszą publikacją.
Pragniemy podkreślić, że publikacja takiej fotografii nie była wynikiem braku szacunku, a naszej nieświadomości.
Popełniliśmy błąd i teraz za niego przepraszamy.
Dopełnimy wszelkich starań, aby taka sytuacja się nie powtórzyła.
Zespół Extra Żytniej

Po temacie?  Wcale nie – okazuje się, że prócz osobistej ignorancji, prowadzący profil Żytniej wykazali się również profesjonalną nieudolnością – łamaniem praw autorskich, publikowaniem cudzych zdjęć, niestosownymi komentarzami i masą innych drobniejszych przewin.

Rozpoczęło się szukanie winnych. Kto więc stoi za sprawą?

Reduta Dobrego Imienia na stronie Szczur Biurowy stwierdziła, że za profil  Żytniej odpowiada najprawdopodobniej agencja VA very advertising. Agencja ta jednak zaprzecza. – Nie jesteśmy ani autorem tego żenującego wpisu jaki zamieściła marka Żytnia na swoim FB, ani nie prowadzimy żadnych działań na rzecz Polmosu BB – wpis tej treści pojawił się na jej profilu, na co uwagę zwrócił Maciej Tesławski.

Poszukiwania trwają więc nadal. Pewnie, że warto byłoby wskazać winowajcę. Ktoś przecież błąd popełnił, ktoś go zaakceptował, ktoś za to zapłacił… Ale co za znaczenie, czy to była zewnętrzna agencja, pojedynczy „ekspert”-freelancer, dział marketingu Żytniej czy jeszcze ktoś inny?

Intencją najprostszą takiego napiętnowania będzie pewnie… reklama własna. – Kto to tak sknocił? My zrobilibyśmy lepiej! – w branży reklamowej wszyscy niby trzymają ze sobą sztamę, ale gdy komuś podwinie się noga – bezlitośnie wytyka się błędy „winnemu”, uciekając od głębszej refleksji, bo ona mogłaby we własne interesy uderzyć.

Tymczasem warto zastanowić się nad całą sprawą. Nie idzie wszak o przypadkowe potknięcie, lecz o fundamentalne odklejenie odpowiedzialności od social mediowego profesjonalizmu. W imię poklasku, chwilowego przyciągnięcia uwagi, płytkich i błyskawicznie przemijających emocji.

Klucz znajdujemy w… emotikonie, kończącej komentarz towarzyszący publikacji zdjęcia. Widzimy w niej właśnie zasadniczą głupotę social mediów, która pozwala maskować ignorancję beztrosko pojmowanym „humorem”. Zbrodnia? Mniejsza o to – są przecież „jaja”, jest „beka”, jest „kreatywność”.

Skandal przycichnie, sprzedaż wódki nie spadnie, jakiś praktykant zostanie zwolniony, może jego szef straci premię. „Kryzys lubiński” rozejdzie się po kościach. Ale kryzys myślenia, za który współodpowiedzialne są social media, raczej będzie przybierał na sile, jeśli nie zaczniemy odpowiedzialnie przeciwdziałać powodowanym przez nie zagrożeniom.

 

Previous Ruszamy w Instagramy
Next Zniewoleni brzydotą