Nowak, nie możecie wyglądać jak łajza!


Trójmiejskie rozgłośnie radiowe od kilku dni raczą słuchaczy kontrowersyjnym spotem reklamującym Fashion House Outlet Centre. Zdaniem rodziców reklama dyskryminuje dzieci, które nie noszą markowych ubrań.

shoes-666059_1280

Spot usłyszeć można w kilku rozgłośniach, rozpoczyna go dźwięk trenerskiego gwizdka, a potem mamy prosty przekaz – jeśli nie masz markowych ubrań, to wyglądasz jak łajza.

A co to za wchodzenie na salę bez dobrych, markowych ubrań do ćwiczeń? I po zajęciach też nie możecie wyglądać jak łajzy. Włączam stoper, a ty i ty, i ty Nowak szorujecie na zakupy!


Wielu rodziców zinterpretowało reklamę jako dziejącą się w szkole i w konsekwencji dyskryminującą dzieci, które nie mają markowych ubrań. W odpowiedzi na spot powstało wydarzenie na Facebooku [już niedziałające]:  „DAJ CZERWONĄ KARTKĘ FASHION HOUSE”. Na stronie wydarzenia czytamy:

Wydarzenie to stanowi formę protestu, zarówno przeciwko nowej reklamie Fashion House w obcesowy sposób dyskryminującej dzieci, które nie noszą markowej odzieży, jak również w ogóle przeciwko dyskryminacji dzieci ze względu na zasobność portfela rodziców i metki na ubraniach.

Rodzice domagają się zaprzestania emisji reklamy oraz zadośćuczynienia finansowego w formie dotacji na rzecz organizacji niosącej pomoc dzieciom z mniej zamożnych rodzin. Oczekują też uruchomienia debaty na temat norm obowiązujących w reklamie, szczególnie, gdy jej odbiorcami są dzieci.

Fashion House broni się przed zarzutami. Katarzyna Czapran, przedstawiciel outletu tłumaczy w rozmowie z trójmiejską Gazetą Wyborczą:

Absolutnie nasza reklama nie była stworzona i kierowana do dzieci, tylko do osób aktywnie uprawiających sport. Dziecko nie jest naszym klientem. W spocie nie słychać nauczyciela, tylko trenera fitnessu. Naprawdę nie było naszą intencją nikogo urazić.

Sklep zapowiada też zmiany w kampanii. I może należałoby odtrąbić sukces społecznego protestu, ale pozostaje jakiś niesmak. Może reklama miała być ironicznie zabawna, może marketingowcom zwyczajnie nie przyszło do głowy, że ich spot będzie się kojarzyć raczej z lekcją wuefu, niż zajęciami fitness, jednak nieco chłodne tłumaczenie, że przekaz jest kierowany do grupy docelowej, którą zdefiniował klient, czyli w tym przypadku do osób w wieku 25-55 lat, a nie dzieci, przedstawione przez Justynę Łukasik z agencji Warsztat PR przypomina bardziej „umycie rąk”, niż próbę wzięcia odpowiedzialności.

A opinia specjalistów w dziedzinie reklamy jest tu jasna:

Nie sądzę, aby argument, że reklama nie była kierowana do dzieci, był w tym przypadku uzasadniony. Odbiorcą przekazu emitowanego w porze dziennej, w ogólnodostępnym medium może być każdy. Intencją twórców reklamy zapewne nie było dyskryminowanie kogokolwiek, ale część odbiorców, jak wynika z wpisów na portalach społecznościach, właśnie w ten sposób reklamę zinterpretowała. A kluczowe jest, jak przekaz jest odbierany nie przez jego twórców, ale osoby, do których dociera.

powiedział Wyborczej Konrad Drozdowski, dyrektor generalny Związku Stowarzyszeń Rady Reklamy. W artukule 26. Kodeksu etyki reklamy czytamy:

Reklamy skierowane do dzieci lub młodzieży nie mogą zawierać przekazu, że posiadanie lub używanie produktu zapewni im przewagę społeczną lub psychologiczną nad innymi albo nieposiadanie tego produktu odniesie skutek przeciwny.

Do Komisji Etyki Reklamy trafiła skarga na kontrowersyjny spot. Związek Stowarzyszeń Rady Reklamy zapowiedział także, że przygotuje wskazówki dla reklamodawców, którzy planować będą podobne kampanie w przyszłości.

 

Rodzi się jednak pytanie, czy jedynym problemem spotu jest jego niefortunny odbiór i zagrożenie dla poczucia wartości dzieci? Czy gdyby na początku zostało jasno zaznaczone, że jesteśmy na zajęciach fitness, a nie szkolnej sali gimnastycznej, to wszystko byłoby ok? A może po prostu powinniśmy poczuć się urażeni, że ktoś nazywa nas łajzami, tylko dlatego, że w fabryce przyszyto nam do ubrania tę metkę, a nie inną?

 

Previous Galicjanka Pana Ryszarda Potoniec
Next Kraków: Kultura przereklamowana