Kryptoreklamą w kryptowaluty


NBP i KNF przeprowadziły kampanię przeciwko kryptowalutom, posługując się… kryptoreklamą!

Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego od pewnego czasu przestrzegają przed kryptowalutami. Obie instytucje w lipcu zeszłego roku wydały ostrzeżenie dla potencjalnych użytkowników przed ryzykami związanymi z „walutami”, takimi jak m.in. bitcoin, litecoin, ethereum.

W grudniu 2017 NBP i KNF uruchomiły serwis uwazajnakryptowaluty.pl.

Do promocji strony zaangażowani zostali youtuberzy – Marcin Dubiel, Wiśnia i Planeta Faktów.

„Straciłem cały hajs” Marcina Dubiela

 

„10 różnic między pieniądzem i kryptowalutą” na Planeta Faktów

 

„5 szokujących faktów o kryptowalutach” Wiśni

Tymczasem na wykopie pojawił się wpis, według którego NBP przyznał, że działania  w kampanii kosztowały 91 tys. zł.

 

Dokument upubliczniony na Wykopie

Niekoniecznie dużo w skali branży, ale… opłacone materiały nie zostały w niej oznaczone jako sponsorowane.

Do sprawy odniósł się portal Bezprawnik.pl. – Polskie prawo w kilku różnych miejscach nakłada na twórcach internetowych obowiązek informowania o tym, że dany utwór ma charakter reklamowy – przypomniał w artykule Jakub Kralka.

– Jeśli prawdą jest, że w tym wypadku za kampanią stał Narodowy Bank Polski, a i tak zabrakło stosownych oznaczeń (oraz interwencji w tej sprawie ze strony NBP), to choć nie jest to bezpośrednio wina banku, jest mi naprawdę przykro, że instytucje państwowe nie chcą wymuszać stosowania prawa. Chyba, że NBP kryptowalut nienawidzi tak bardzo, że cel uświęca środki? – pyta retorycznie Kralka.

Tematem zajął się również Maciej Budzich, znany jako Mediafun. Po pierwsze, zwrócił się do uczestników kampanii. Youtuberzy, którzy wzięli udział w akcji, pytania zignorowali. Do współpracy z NBP przyznała się natomiast firma Gamellon, choć odmówiła podania szczegółów. Po drugie, przyznał „karne kutasy” dla NBP i dla Gamellona. I skrytykował całą akcję za to, że „jest kampanią ostrzegającą przed oszustami, a sama oszukuje w swoim założeniu”.

A co my na to? Otóż krytykom NBP umyka jeden ważny fakt. Ta kampania to przecież nie żadna reklama, lecz typowa anty-reklama. Jeśli więc poważnie chcielibyśmy ją atakować za to, że jest krypto-anty-reklamą, jednocześnie powinniśmy domagać się, aby ci, którzy otwarcie promują kryptowaluty, ujawnili, czy im ktoś za to płaci, a przynajmniej uczciwie ostrzegali związanych  z nimi ryzykiem.

 

 

 

 

 

Previous Vogue, wołga i w ogóle
Next Chrome kosi wybrane reklamy