Handel przy niedzieli


Wczoraj zapomniałem kupić mleka, więc niedzielny poranek rozpocząłem od spaceru. A przy okazji dokonałem wizji lokalnej okolicznych biznesów w realiach zakazu handlu.

Wiosenna temperatura, jasne niebo i radosne promienie słońca. Na osiedlu w starej Nowej Hucie, gdzie mieszkam, nie mam Lidla, Biedronki i galerii handlowych, zagłady międzynarodowego biznesu zatem nie widać. Na franczyzowych sklepikach Żabek, Małpek, Odido i Lewiatana kartki w rodzaju „W niedzielę 11 marca sklep nieczynny”. Całodobowy alkoholowy – od niedawna również jako część większej sieci – ogłasza: „Dziś otwarte do 15.00”. Po napoje wyskokowe trzeba się więc spieszyć. 
 
Ale poza tym drobny biznes rodzimy z nowym impulsem. Pogoda wspiera, pobliski kościół przyciąga wiernych spragnionych strawy duchowej. W okolicy więc wzmożony ruch pieszy. Klienci kupują kwiatki w budce pani Małgosi, pani z kiosku wydaje bilety na tramwaj, w warzywniaku sprzedawczyni zachwala pomarańcze.
Kupuję mleko do porannej kawy w kiosku z nabiałem i pączki w piekarni (lokalna sieciówka!).
 
Wracając, w bramie mijam zniszczonego życiem sąsiada. Patrzy na mleko, które niosę w ręce, i pyta zaaferowany:
– To gdzie jest ten czynny sklep?
– No, budki prawie wszystkie pootwierane – odpowiadam.
– Ale zimniaków nie mają, co? – mówi z nadzieją zmieszaną z ironią.
I choć w warzywniaku widziałem ziemniaki, milczę, bo nie chcę sąsiadowi psuć niedzieli dobrej na narzekanie na opresywną władzę. 
Happy end? Niezupełnie… Kawa była sprawiedliwa, mleko z okręgowej spółdzielni – za to pączki zdecydowanie wczorajsze. Przypominam: z sieciówki!
Post (nie)sponsorowany.
Wystąpiło: mleko 2% z Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Końskich, cena: 3 zł.
 
Previous Węże 2018 - nominacje
Next Sprawiedliwa kradzież