Głupfon receptą?


Elektroniczne gadżeciarstwo powoduje groźne skutki. Czy powstrzymają je smartfony bez aplikacji i bez… smartfonów?

Znacie tę scenę z filmu Wall-e, gdzie tłuściutcy ludzie byli przyrośnięci każdy do swojego ekranu? Czy nie jest tak po trosze już obecnie? I dlaczego Steve Jobs i Bill Gates wychowywali swoje dzieci “tech-free”?

Może z takiego powodu, że im mądrzejsze telefony – tym głupsi ludzie. Oczywiście, umiejętnie wykorzystana technologia może zdziałać wiele dobrego, bo kto z nas wychodząc z domu nie sprawdza w aplikacji połączeń komunikacji miejskiej czy mapy, a wieczorem nie patrzy, z której azjatyckiej knajpy zamówić jedzenie?

Smartfony mają ogrom zalet, ale maja też jedna wadę, która te zalety przesłania: uzależnienie.

Ile razy byliście z kimś na spotkaniu, a ta osoba wisiała ciągle z kimś na messengerze? Na pewno każdy to przeżył… Lub był winowajcą takiej sytuacji. A może ulubiona modelka na Insta dodała nowe zdjęcie z piersią inaczej odsłoniętą niż zwykle?

Ciekawe to wszystko. Tylko po co?

Chamath Palihapitiya, który pracując dla Facebooka, zajmował pozycję dyrektora ds. wzrostu liczby użytkowników, na spotkaniu w Stanford Graduate School of Business, wypowiedział się krytycznie na temat wkładu Facebooka w pogłębianie podziałów społecznych. Twierdzi, że ludzie udostępniając posty w mediach społecznościowych i widząc rosnącą liczbę reakcji zyskują zastrzyk dopaminy, która daje im fałszywe, chwilowe poczucie sławy. Jest to rzecz w miarę łatwa do osiągnięcia, ale bardzo krótkotrwała. Dlatego ludzie udostępniają coraz więcej postów, by poczuć aprobatę ze strony innych użytkowników.

Niewątpliwie przyczyniają się do tego smartfony, bo przecież łatwiej udostępnić zdjęcie, które zrobiliśmy przed chwilą. Ta prędkość i szybkość reakcji innych daje poczucie fałszywej bliskości.

A co gdyby tak trochę się od tego odciąć? Naprzeciw wyszedł telefon, który jest głupi, nie potrafi nic oprócz wysyłania wiadomości i dzwonienia. No, może jeszcze obudzi Cię rano.

Light Phone 2, zwany “dumb phone”, zachęca do tego do interakcji ze światem.

Można oczywiście dodać do niego listę kontaktów, uzyskać proste wytyczne trasy do sklepu, do którego akurat podążamy, czy posłuchać muzyki (tak, tak, ma wejście jack).

Ciągle zbierane są fundusze na rozwój projektu na Indiegogo.

Wada? Telefon sprzedawany jest za $250.

Drugi, jeszcze prostszy „telefon”: jest już znacznie przystępniejszy cenowo, bo kosztuje jedynie $12.

To NoPhone.

Nie ma ekranu, nie ma baterii, reklamowany jest jako „Najmniej zaawansowany telefon wszechczasów” i „Toaletoodporny”.

Na pomysł wpadło dwóch kolegów, którzy przy spotkaniu, gapiąc się na swoje telefony, doszli do wniosku, że są uzależnieni.

Praktycznie… nie działa, ale jest użyteczny dla osób ze szczególnym uzależnieniem, uświadamiając, co tak na prawdę trzymamy w rękach przez większość naszego czasu. Jak twierdzą twórcy „pozwala nam na bycie obecnym”.

Czy zamiast nosić swój świat w kieszeni i udawać, że nad nim panujesz, zgodzisz się być jego uczestnikiem?

 

Zobacz też:

Apel do Apple i Tworzyli Google i FB – będą z nimi walczyć

 

Previous Najżelaźniejszy punkt programu
Next Węże 2018 - nominacje