Dopalony spot


3 godziny roboty, 3 tys. zł budżetu, blisko 200 tys. wyświetleń na YouTubie w jeden dzień. Plus darmowy fejm dzięki szyderstwom mediów i internatów. Główny Inspektorat Sanitarny może swój spot o dopalaczach uznać za sukces.

GIS wypuścił produkcję brawurowo zwyczajną i mizerną warsztatową. Fabule brak dynamiki, zdjęciom artyzmu, aktorom profesjonalizmu. A przekazowi – sensu. Bo o co chodzi? Że za handel dopalaczami można trafić za kraty? Że dzieci nie chcą tego kupować? Że policja na sygnale wozi dealerów?

Za tą zewnętrzną nieudolnością, kryje się jeszcze drugie dno. Nazwijmy je: kreatywne. Spot adresowany (chyba?) do dzieci, młodzieży i… dealerów, przytacza bon moty polskich polityków: „Oddalam to pytanie” (min. Marian Zembala) i „Sorry, taki mamy klimat” (min. Elżbieta Bieńkowska).  Zmyślna rekontekstualizacja!

Ta marność nad marnościami pasuje jednak dobrze i do samych dopalaczy, i do zmagań polskiego państwa z nimi. Dopalacze są przecież tanim, lecz trującym substytutem narkotyków, a delegalizowanie kolejnych ich odmian, powoduje pojawianie się wciąż groźniejszych i mniej znanych substancji. Byłoby absurdem domagać się od spotu o nich – fajerwerków i wielkiego budżetu. Podobnie jak naiwnością jest nadzieja, że filmik na YouTubie rozwiąże polskie problemy społeczne, toksykologiczne i prawne.

Bezsensowne dopalacze można kupić za grosze. Bezsensowną reklamę można zrobić za grosze. Do poważnego rozwiązywania poważnych problemów potrzeba poważnych działań i odpowiedzialnej komunikacji.

Ale tym trudno zainteresować „poważne media” i „poważnych internautów”. Tymczasem możemy się pośmiać z głupich spotów i głupich użytkowników dopalaczy: Ha! Ha! Ha! Śmie-chaw-ka!

Previous Przed użyciem zapoznaj się z… wywiadem
Next Mamy notjustscarf!