Cyrklem w oko


O obrazoburczej „Cyrkielni”, parodiach reklam, kulturze „ajlajk”, niejasnych perspektywach marketingu, a nawet o pornografii artystycznej i polityce międzynarodowej rozmawiamy z Krzysztofem Tkaczykiem, artystą grafikiem, wydawcą i dyrektorem kreatywnym. Póki macie oczy – przeczytajcie i obejrzyjcie obrazki!

Antygencja: Przed laty wydałeś magazyn z niezależnym komiksem „Cyrkielnia”.

Krzysztof Tkaczyk: Nawet dwa. Pierwsza „Cyrkielnia” ukazała się w 1999 roku, druga – dziesięć lat później.

Kawałek czasu. Ale już wtedy były nawet multimedia.

Do specjalnej edycji pierwszego numeru została dołączona kaseta magnetofonowa z książeczką i kompletem pocztówek. Żeby się nie przemęczać i nie produkować zbyt wiele, przeprowadziłem eksperyment marketingowy – wersja z kasetą była tańsza niż wersja bez.

Fajny pomysł w antygencyjnym duchu. Zadziałało?

Doskonale – to dodało wydawnictwu szeptanego splendoru.

Roboty przybyło…

Owszem, kasety były przegrywane ręcznie na stare nośniki, które pieczołowicie sprejowałem na pomarańczowo , by zachować spójny i brandowy charakter całości. Ale również ustawiło liczbę zamówień na sensownym poziomie.

Cyrkielnia w sprzedaży z gadżetami
Cyrkielnia w sprzedaży z gadżetami

Miałeś więc rynkowy sukces już na starcie…

Zawodowy też. Kończyłem właśnie studia w pracowni form reklamowych i reklama w naturalny sposób była moim hobby. Właściwie jest nim do dzisiaj.

Świetnie! Bo choć „Cyrkielnia” to przede wszystkim komiksy, uwagę przyciąga również reklamami. A właściwie ich parodiami. Sporo ich było na łamach magazynu. Skąd i dlaczego?

Taki absurdalny humor.

Podobały Wam się wtedy?

Mi się podobają cały czas. Mówiąc za klasykiem: „prawda czasu – prawda ekranu”.

Jesteś z branży reklamowej. Jak ona przyjęła „Cyrkielnię”?

Zależy którą. Pierwszą świetnie, ale to był inny czas. Ludzie nie bali się ordynarnej kontrowersji. Magiczny świat masonerii i Loży Poziomkowe Wróżki był uwodzicielski i wciągający. Nawet tak zwani „wrogowie” dawali dobre recenzje, np. w „Machinie” czy tygodnikach opinii.

Ludwik Stomma chwalił „Cyrkielnię” w „Polityce”…

Polecał ją jako lekturę wakacyjną dla dżentelmenów!

Więc stworzyłeś nową jakość.

Której trochę nie umiałem szerzej wykorzystać. Być może dlatego, że nie była efektem kalkulacji, tylko autentycznej potrzeby robienia sobie jaj. Z biznesową intencją kontaktował się z nami późniejszy wydawca magazynu komiksowego „Produkt”. Chyba, nie do końca pamiętam nazwisko. Ale ze względu na moją chciwość nic z tego nie wyszło. Pierwszy „Produkt” właśnie zastosowaniem reklam łudząco przypominał „Cyrkielnię”. Potem jeden ze współtwórców zginął i nie chciałem do tego wracać.

Ale „Cyrkielnia” powróciła.

Po 10 latach z podobnym tupetem zrobiłem drugi numer, bezczelnie twierdząc, że jest to numer 33 i 119 (z przodu i z tyłu dałem osobne okładki „na odwracanie”, a potem wkręcałem klientów na stoisku, że to dwa inne numery). Wydanie upamiętniało zmarłego przyjaciela i twórcę, Tomka Krasnowolskiego. Paradoks polega na tym, że wcześniej dla hecy i fejmu uśmierciliśmy wymyślonego rysownika Wojciecha Bispinga, twórcę słynnego komiksu Janosik versus Pocahontas, stworzonego jako substytut gwiazdy na krajowe konwenty komiksowe. Z wielką atencją jako o uznanym, undergroundowym twórcy pisał – między innymi na łamach „Wprost” – jeden z dwóch najsłynniejszych polskich „doktorów od komiksu”, nieżyjący już niestety Tomasz Marciniak.

okladka-33
Okładka Cyrkielni nr 33

okladka-119
Okładka Cyrkielni nr 119

Jak mówisz, autokreacja skleiła się z rzeczywistością.

W 2009 wszystko było bardziej, lepszy dizajn, kostiumy, marynowane napletki z pierożków ravioli. Ale była to bardziej spóźniona podróż sentymentalna niż cokolwiek innego. Właściwie trochę dla nas wszystkich. Niektórzy uznali, że to nie czas, ani nasz wiek na takie skrajności, bo zmienili się i odbiorcy, i percepcja.

To prawda?

W czasach kultury „ajlajk”, gdzie fejsbuka używa się jak pośredniaka do prezentacji CV i schlebiania znajomym pracodawcom, a dowcipy opowiada się z emotikonkami, żeby nikt się nie obraził, nie ma za bardzo przestrzeni dla aroganckiego, złośliwego humoru z pogranicza abstrakcji. W inny sposób przyswaja się treści i magia już nie ta.

Ale i dziś „Debilon” i „Piłaci z Kałaibów” cieszą Cię jak niegdyś?

Cieszą.

Debilon
Debilon rządzi!

PILACI
Pałają się rekłamą

A przerabianie reklam wciąż bawi?

Moją ambicją jest przemycanie takich treści u klientów, ale z tym bywa różnie.

Czy jest się jeszcze z czego śmiać?

Jest się z czego śmiać, tyle że po kolejnych latach kryzysów i umocowaniu się na dorobku wydaje mi się, że jako społeczeństwo zatraciliśmy lekkość i dystans. Poziom społeczno-politycznego napięcia jelitowego osiągnął maksimum. Nie chcemy się śmiać, boimy się śmiać. Kontrowersja została skatalogowana, wystarczy obejrzeć kabarety. Proste wzory – dziecko plus ksiądz równa się pożar. Powtórz trzy razy chuj-dupa-siki. Śmieją się wszyscy od gimbazy po spełniające się zawodowo gospodynie domowe.

Czytałeś wywiad z Iwo Zaniewskim Dlaczego reklama już nie śmieszy

Moje doświadczenia życiowe są odmienne – nie to pochodzenie społeczne, mniejsze firmy w karierze zawodowej i tak dalej – ale z diagnozą Zaniewskiego się zgadzam. Właściwie innymi słowami powiedziałem to wyżej. Najbardziej cenna jest uwaga o paradoksie demokracji/demokratyzacji kultury, czyli upupienia. Jest taka stara lewicowa mrzonka, że jak tylko dasz ludziom wolny czas, to zaraz zabiorą się za poezję, malarstwo i sonety. Ludzkość jednak z uporem odmawia uwznioślenia. A zrobienie skutecznej, doskonałej jakościowo i fascynującej reklamy jest oczywiście bardzo trudne, bo winien być to przebłysk geniuszu.

DSCN0006-2m
Cyrkielnia na Targach

Gdy zaczynaliśmy Antygencję, śmialiśmy się z reklam, przeginaliśmy, uważając, że przesyt nią będzie kroplą, która przepełni czarę goryczy. Teraz z jednej strony mało już powodów do śmiechu, z drugiej – coraz wyraźniejsza jest reklama „autentyczna”, nie- lub nawet anty-reklamowa, komercjalizuje się subvertising. Masz swoje zdanie na ten temat?

Cała sztuka z reklamą polegała zawsze na tym, by wydawała się autentyczna. By wywoływała wiarygodne emocje. Zakupowe. Mam taki niekończący się zakład z kolegami, czy sprzedam klientowi reklamę z hasłem „KUPUJCIE! KUPUJCIE! KUPUJCIE!”. Raz mi się prawie udało… Reklama, która teraz jest autentyczna, zaraz przestanie i wyprą ją nowe „autentyczne” formaty reklamowe. Wystarczy popatrzeć na ewolucję i monetyzację jutuberów. Są już poradniki dla czterolatków jak zostać jutuberem.

Trendbook F5 przewiduje, że 2015 nie będzie czasem przełomu, ale że na horyzoncie pojawią się nowe idee. Kolejny rok ma być czasem ich wypłynięcia na szersze wody. Wierzysz w to? Masz swoje przeczucia?

Nowe idee zawsze są na horyzoncie. A teraz czas na hermetyczny żart branżowy: „Wierzę, że rok 2015 będzie w końcu rokiem marketingu mobilnego :D!”.

Jak zawsze: nowe już było! Co dalej?

Osobiście jara mnie grywalizacja i styk reklamy z grami, tak „komputerowymi”, jak i analogowymi. Zdarzyło mi się ostatnio zrobić planszówkę jako materiał marketingowy i bawiłem się świetnie. Sam produkt zebrał dobre recenzje, również branżowe mimo niszowego charakteru. Klient był zadowolony.

To na koniec pytanie, czy „Cyrkielnia” jeszcze kiedyś wyjdzie?

Nie wiem. W 2011 zaprojektowałem i wydałem „Kalendarz RYPELLI” pod auspicjami Masońskiego Magazynu Komiksowego CYRKIELNIA z lekko artystowskimi portretami światowych gwiazd porno. Czyż one nie mają prawa do sztuki? Możliwe, że będą takie okazjonalne projekty w miejsce regularnego wydawnictwa.

Coś planujesz?

Chciałem się zaangażować w walkę o polską pamięć historyczną w akcji „Eure Vater, eure mutter”. Niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie” (Unsere mutter, unsere vater) uważam za równie skandaliczny co „Pokłosie” Pasikowskiego. Ale finalnie – tak po polsku! – pożarłem się z organizatorem.

Zostawmy narodowe przywary na boku, żeby skończyć jak w reklamie: optymistycznie!

„Cyrkielnia” nie jest ani lewa, ani prawa, ani w centrum. To wyważony głos zdrowia psychicznego w Twoim domu.

I oto chodzi, i oto chodzi!

JANUARY
Kociak stycznia


Krzysztof Tkaczyk – artysta-grafik, dyrektor kreatywny w agencji reklamowej, wydawca Cyrkielni. Współautor komiksu STRAINE: Dystrykt Galicja.

DSCN0083

28042011

 

 

Previous 70 tys. USD dla każdego
Next Monetyzuj bonusy