7 grzechów ulotek


Machinalnie wyciągamy po nie ręce, znudzeni wyjmujemy je ze skrzynek pocztowych, podenerwowani wydobywamy spod samochodowych wycieraczek. Czasem rzucimy okiem, zwykle – do śmietnika. O ile nie na chodnik czy ulicę. Zakazać? Oczywiście: nie! Ale warto zdać sobie sprawę, jak wielkie są przynoszone przez nie szkody.

Ci, którzy z korzystają z ulotek, mogą twierdzić, że to skuteczna forma reklamy. Być może rzeczywiście ich wydatek się zwraca – druk kosztuje grosze, ulotkowicze zarabiają marnie, a ktoś pewnie czasem zainteresuje się ofertą. Rzecz w tym, że taki bilans nie ujmuje masy szkodliwych i uciążliwych kosztów. Tylko że często wcale ich nie zauważamy. Ale to przecież nie oznacza, że ich nie ma. Po prostu w większości płacimy za nie wszyscy. A i reklamowane w ten sposób marki i idee obrywają rykoszetem.

Jakie więc są prawdziwe straty powodowane przez ulotki? Oto 7 ich głównych grzechów:

 

1. Wycinka drzew

1
Kampania ulotkowa oznaczać może ścięcie… 17 drzew

Do wyprodukowania tony papieru trzeba wyciąć 17 dużych i zdrowych drzew, czyli przeciętnie ok. 1 ara lasu. Tonę waży około 80 tys. ulotek A4 (np. zaginanych do DL) z papieru o gramaturze 200 g/m2. Dużo ich? Wcale nie – to zaledwie jedna kampania „bezadresowa” na terenie średniego miasta. Takich kampanii – w Kielcach czy Rzeszowie – bywa kilka tygodniowo. Nie trzeba oczywiście dodawać, że drzewa dają nam niezbędny do życia tlen. Co nam dają ulotki – spróbujcie odpowiedzieć sami.

2. Marnotrawstwo papieru

Pytanie retoryczne: lepsze ulotki czy książki?

Średnio każdy mieszkaniec ziemi zużywa rocznie 50 kg papieru. W państwach rozwiniętych to zużycie jest większe – w Polsce wynosi 72 kg. Gdybyśmy mogli go jeść – wystarczyłoby na pół roku (przeliczając na standardowe porcje pierogów ruskich). Przeliczając natomiast na książki – mamy tu ponad 10 tornistrów ucznia z podstawówki. Albo 35 tomów encyklopedii PWN. Oczywiście podręczniki i książki też mogłyby być lżejsze lub częściej występować w postaci cyfrowej. Ale chyba nie ma wątpliwości, że ich użyteczność znacząco przewyższa użyteczność ulotek.

 

3. Zaśmiecanie miasta

3
Ulotki zaśmiecają miasta

Ulotki najczęściej są niechciane. Porzucane w bramach, zostawiane przed wejściami do klatek, wykładane w miejscach do tego nieprzeznaczonych – walają się w przestrzeni publicznej, a wiatr potrafi z nich robić prawdziwe latające śmietniki. Wpływa to na estetykę miast, na wygląd naszych ulic, chodników i terenów zielonych. Co więcej, ten stan rzeczy powoduje naszą demoralizację – tolerując zaśmiecanie miast przez ulotki, przyzwalamy pośrednio na inne szkodliwe zachowania  – wypluwanie gum do życia, nie sprzątanie po psach, wyrzucanie niedopałków.

 

4. Potęgowanie chaosu reklamowego

4
Ulotki są jak spam w przestrzeni publicznej

Co do zasady reklama powinna pełnić pożyteczne funkcje: konsumentów informować o produktach, a przedsiębiorstwom pozwalać na prezentowanie swojej oferty. Jednak brak umiaru w jej stosowaniu przynosi przeciwne efekty: w 1998 nie lubiło jej 28 proc., w 2005 – 34 proc., a w 2011 już 86 proc. (badanie CBOS „Polacy o reklamach”). Ale prócz nasilającej się antypatii, doświadczamy również masy negatywnych emocji: rozdrażnienia, znudzenia, wrażenia bycia oszukiwanym. Reklamowy chaos przekłada się więc na naszą „higienę informacyjną”, w rzeczywistości szkodząc również skuteczności samej reklamy. Ulotki, oczywiście, dorzucają do tego swoje trzy grosze.

 

5. Koszty usuwania

5
Kto płaci za sprzątanie niechcianych ulotek? My wszyscy!

Ulotki nie tylko powiększają górę produkowanych przez nas śmieci, ale też generują koszty związane z ich usuwaniem. Być może ich producenci tego nie widzą, bo to nie oni za to płacą. Rozdawanie ulotek czy roznoszenie ich do skrzynek nie jest objęte żadną opłatą. Ale to my wszyscy, ze swoich podatków, płacimy za ich sprzątanie i usuwanie – gdy rzecz dotyczy przestrzeni publicznej. A jak bardzo kosztowne jest wywożenie odpadów, dosadnie odczuliśmy, gdy w 2014 r. weszła ustawa śmieciowa, a polskie miasta podwyższyły z tej okazji stawki za odbiór śmieci. W Warszawie w przypadku odpadów niesegregowanych ceny poszły w górę o 40%!

 

6. Brak selektywnej zbiórki

6
Masa ulotek nie podlega recyklingowi

Ulotki tak w domach, jak i „na mieście”, najczęściej trafiają do koszy zbiorczych na odpady. Ich niewielkie rozmiary i „pojedynczy” charakter nie zachęcają do wrzucania ich do osobnych pojemników. Sprzyja temu niewielka liczba „dzwonków” na papier w centrach miast, czyli tam, gdzie najczęściej ulotki są rozdawane przechodniom. To sprawia, że masa papieru nie trafia do makulaturę i nie może być wykorzystana w recyklingu.

 

7. Psucie wizerunku 

7
Czy śmieć jest dobrym nośnikiem wizerunku?

Wraz ze wzrostem świadomości ekologicznej konsumentów, firmy nadużywające ulotkowej reklamy, wystawiają swój wizerunek na ryzykowną grę. A z całą pewnością nie robią na nikim dobrego wrażenia logotypy marek tonące w koszach na śmieci, zadeptywane na placach i chodnikach czy nurkujące w brudnych kałużach.

Powyższa lista pewnie nie wyczerpuje wszystkich szkód i strat generowanych przez nadmiar ulotek. Jej podstawowym zadaniem jest jednak uświadomienie, że koszty są w tym przypadku znacznie liczniejsze i poważniejsze niż to, co widać na fakturze z drukarni. Jeśli sami odkryjecie inne – nie wahajcie się poinformować nas o tym!

 

Ilustracje: pixabay.com, prócz Domestosu (Antygencja).

 

Previous W sumie sum
Next Wyłóżmy razem KAWĘ na ŁAWĘ